Przejdź do głównej zawartości

Posty

Ostatni Start - opowiadanie

 Czy w lataniu - w gąszczu procedur, dokumentów, limitów i reżimów, skrótów i akronimów - jest miejsce na magię? Przeczytajcie, a przekonacie się. Zbieżność osób i nazwisk jest przypadkowa *** - Ciemne – warknąłem niezbyt miło do barmana za kontuarem. Chwilę później siedziałem już na wysokim stołku, przedemną zaś stała wysoka szklanica czarnego jak smoła trunku. Rozłożyłem laptopa. Trupioblada poświata zalała moją twarz i najbliższe otoczenie, rozpłynęła na zaparowanych od dusznej wilgoci piwniczki przy rynku okularach. Pulpit służbowej maszyny zawalony był ikonkami starych dokumentów i szpargałów, spod których wyzierała firmowa tapeta – lotnicza szachownica pocięta na puzzle i napis „Lotnicza Komisja Wypadkowa” na białym tle. Każda z ikonek kryła historie. Od błachych – naruszenie na kilometr granicy strefy kontrolowanej, przepalona żarówka, źle złożony spadochron ujawniony przez kontrolę, po te najgorsze – dziesiątki stronic opowiadających historie śmierci, r...

Całuny i martwe dzieci - czego boją się w Indonezji

Jest 31 października. Dla większości Polaków wigilia święta Zmarłych, dla niektórych Halloween, dla innych jeszcze Samhain, a dla pewnej grupy publicystów i działaczy okazja do awantur o dynie i cukierki. A dla mnie, jak i dla Gniazda Szeptunów , dla którego powstaje ów tekst - do popatrzenia na duchy i straszydła w różnych kulturach. Dla mnie - głównie w Azji.  Mieszkańcy Nusantary czyli obszaru Malezji i Indonezji (po starojawajsku nusa - wyspa) nie potrzebują dnia czy nawet miesiąca (a taki swój :"Miesiąc Duchów" mają Chińczycy) przeznaczonego wyłącznie na banie się. Tam bowiem, gdzie kiedy temperatura spada poniżej 20 zamyka się szkoły a ludzie poruszają się wyłącznie motorynkami duchy są wszędzie. Można je spotkać w domu, w drodze do pracy (jest to najzupełniej normalny powód do spóźnienia się na cholernie ważne spotkanie w biurowcu w centrum Dżakarty dla człowieka obracającego milionami dolarów dziennie) a już na pewno tam, gdzie i bule czyli biali mogą spotkać swo...

Po tęczowym moście - Seediq Bale: Wojownicy Tęczy

Tekst powstał na potrzeby portalu Gniazdo Szeptunów zajmującego się tematyką popkulturową i filmową w ramach Tygodnia Niebanalnych Filmów Przygodowych. Umieszczono za zgodą Redakcji Widownia zawsze kochała opowieści o bohaterstwie, o małych grupach straceńców walczących w słusznej sprawie ( Braveheart ) czy o ludach walczących z kolonialną eksploatacją i wynaradawianiem ( Avatar) . Podane przeze mnie przykłady widział prawie każdy, ale o dzisiejszej historii słyszał mało kto. A jest to historia piękna, ale wyciskająca łzy. Bo najlepsze, że zdarzyła się naprawdę. Jest rok 1930. Wyspa Tajwan u wybrzeży Chin znajduje się pod japońską okupacją, od kiedy państwo Wschodzącego Słońca wymusiło ją na Chinach w nierównoprawnym traktacie 1895 roku. Jest październik. Nad szmaragdowo zielonymi dolinami tajwańskiego interioru zbierają się wilgotne, zwrotnikowe mgły. W takiej scenerii zaczyna się Seediq Bale: Warriors of the Rainbow z 2011 w reżyserii Wei Te-Shenga, w Polsce noszący ...

Sampit - indonezyjski Wołyń

Tekst powstał na potrzeby i ukaże się również w najnowszym numerze "eXXpresu" - gazety szkolnej XX Liceum Ogólnokształcącego w Krakowie. Wrzucam za zgodą Redakcji. Spalone chaty, parady z zatkniętymi na kijach odciętymi głowami, setki zmasakrowanych ciał, sąsiad rzucający się do gardła sąsiadowi, władza patrząca przez palce. Kresy Wschodnie w 1943? Nie. To Indonezja – zaledwie siedemnaście lat temu. Spalone domy A konkretnie wyspa Borneo, choć największa w Azji, pozostawała zawsze poza kręgiem zainteresowań tak mieszkańców okolicznych archipelagów, jak i Europejczyków. Ale wilgotne powietrze bagien i tropikalnego lasu skrywa mroczne tajemnice. Wydarzenia, o których tu mowa, wzięły nazwę od miasteczka Sampit w prowincji Kalimantan Środkowy, ale rozlew krwi miał miejsce wszędzie tam, gdzie mieszkały razem dwie narodowości – Dajakowie i Madurczycy. Ci pierwsi są rdzennymi mieszkańcami Borneo. Naród wojowników, zadzieranie z którymi to bardzo zły pomy...

Social Credit System - czy panika jest uzasadniona?

  Na pytanie zadane w tytule odpowiem od razu - nie. Podobnie jak wszystkie inne próby "ratowania" chińskiego społeczeństwa przez zachodnie media. Ale o tym za chwilę. Czym jest SCS - to system wielopłaszczyznowej oceny obywatela, który w 2020 roku ma być wprowadzony do służby w ChRL. System ma wykorzystywać fakt, że Chińczycy większość swoich spraw - od płatności po kontakty ze znajomymi - załatwiają przez 2, może 3 różne aplikacje, ale nie tylko - do systemu będzie wciągnięta sieć kamer, pokrywających każdy metr kwadratowy chińskich miast i powszechny obowiązek podawania danych i rejestrowania ich w bazach danych (nawet my, cudzoziemcy, kiedy przyjechaliśmy do Pekinu, musieliśmy oddać do bazy danych swoje dane biometryczne, takie jak twarz czy odciski palców). System ma poddawać ocenie takie rzeczy jak: sposób spędzania czasu, wykształcenie, znajomości, treści publikowane na portalach społecznościowych i tym podobne. Osoby o wysokich ocenach mają czerpać...

Hari Kemerdekaan - Dzień Niepodległości

Dzień dzisiejszy - 17 sierpnia - jest szczególny dla Indonezyjczyków. To tego dnia, 73 lata temu, 17 sierpnia 1945 roku ich kraj poczynił pierwszy krok ku niepodległości. Selamat Hari Kemerdekaan! Przypomnijmy  - 6 sierpnia zrzucono bombę atomową na Hiroszimę, 9 sierpnia zaatakowano Nagasaki. 15 sierpnia po perturbacjach i próbie puczu wojskowego Cesarz Japonii ogłosił zawieszenie broni. Ale w posiadaniu imperium znajdowała się jeszcze ogromna ilość terytoriów, głównie w Chinach i Azji Południowo-Wschodniej. Swoją drogą, to ciekawe, jak indonezyjska niepodległość podobna jest do polskiej - koniec wojny, zamieszanie i rozprężenie wśród okupantów, z którego wyłaniają się, często z nimi wcześniej związani, działacze niepodległościowi - Dmowski, Piłsudski, Paderewski, Sukarno, Hatta. Ale wróćmy do Indonezji.  Za twórcę niepodległości Indonezji uznawany jest bez wyjątku przez wszystkich Sukarno. Wykształcony na holenderskich uniwersytetach, od lat 20. zaangażowany w dz...

Jak zaczęła się moja przygoda z Azją

Czytelnicy którzy pamiętają mnie jeszcze z czasów "Dziennika Pokładowego" wiedzą, że o Azji pisałem od początku w ten czy inny sposób. Pierwszym azjatyckim tekstem, jaki się ukazał (i zarazem pierwszą twórczością literacką) było opowiadanie o poruczniku Iwaharze , rezolutnym Tajwańczyku w służbie japońskiej floty. Ale moje zainteresowanie Azją sięga daleko, jeszcze dalej i dawniej. Zaczęło się od tego, że od zawsze interesowałem się (i zostało mi to do dzisiaj) między innymi koleją, W ten to właśnie sposób trafiłem na Densha de GO! - fikuśny symulator pociągu z Kraju Kwitnącej Wiśni nie mogący się przez bez mała 10 lat historii wyzbyć się automatowego dziedzictwa. Grę pamiętam do dzisiaj - była cholernie trudna, wymagała od gracza zatrzymywania czoła składu co do centymetra na znaku zatrzymania i ściśle według wyliczonego co do sekundy rozkładu. Wszystko to okraszone kawaii , mangowymi pięknościami i japońską sweetaśną popkulturą lejącą się z ekranu niczym deszcz monsun...