Przejdź do głównej zawartości

Posty

Nyepi - kiedy Bali zamiera

Bali, ach Bali – wyspa-mekka surferów, długowłosych, uduchowionych joginów i zwykłych turystów, cieszących się z gorącego klimatu, taniego piwa i skuterów za trzy dolary dziennie. „Raj na ziemii” , jak mało które miejsce przeżarty komerchą i wizytówka Indonezji na całym świecie. Ale to też miejsce o unikalnej na skalę całego kraju, jeśli nie świata, religii, będącej mieszaniną kilku różnych wierzeń. Dziś będzie o jej najważniejszym święcie. W Indonezji obchodzi się co najmniej cztery różne święta nowego roku – cywilne przypadające 1 stycznia, Chiński Nowy Rok wypadający według chińskiego kalendarza, Tahun Baru Hijriyah czyli nowy rok muzułmański wypadający w sierpniu i nowy rok hinduistyczno-balijski – mające miejsce w marcu Nyepi alias Święto Ciszy. Obok ramadanu jest to chyba najbardziej surowe i zarazem najbardziej interesujące święto w całej Indonezji. Ale po kolei Na początek trochę klaryfikacji. O ile religia Balijczyków nazywana jest wyjątkowo często hinduizmem, nie...

Przemyślenia #2 - lotnisko w Krakowie jako studium podejścia do turystów i rant za razem

Tekst jest częścią cyklu „Przemyślenia”, w którym bez konwenansów przekazuje moje mniej lub bardziej niepopularne opinie na różne tematy   Kraków w pigułce Kraków. Mieszkańcom kojarzy się z nieudolną władzą, niekończącymi się i źle zaplanowanymi remontami, czyszczeniem kamienic, niedomagającym transportem publicznym, reszcie Polaków ze smogiem i maczetami, a turystom z zagranicy... wszędzie słyszę same superlatywy – że miło, że transport okej, że ładnie, tanio (na kieszeń mieszkańca zachodniej europy oczywiście) i przyjemnie. Skąd taka dysproporcja? Ano dlatego, że władze mojego kochanego C i K stołecznego miasta królewskiego bardziej dbają o turystów i zagraniczne firmy. niż o mieszkańców. Na wstępie dodam tylko, że moja niechęć do orientowania się miasta na turystów nie wynika z jakiegoś nacjonalizmu, czy niechęci do cudzoziemców w ogóle. Wręcz przeciwnie – cenię sobie różnorodność kulturową, interesują mnie kultury świata i właśnie dlatego jestem przeciwko ...

Broń chemiczna w Papui - co na razie wiemy

Przykro mi pisać o tym w święta, ale sprawa zatoczyła już zbyt szerokie kręgi. Postaram się zebrać to, co wiem  na temat tej sytuacji. Pamiętajmy, że czasy I Wojny Światowej się skończyły, a na święta nie podpisuje się już rozejmów. ----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------- Indonezyjska część Nowej Gwinei Słowem wstępu -  konflikt w Irianie Zachodnim, czy też Zachodniej Papui ciągnie się od lat. Nie wchodząc w szczegóły - tubylcza ludność sprzeciwia się eksploatacji surowców z której wszystkie zyski trafiają do potentatów z centrum kraju i zachodnich korporacji, imigracji z Jawy i Sumatry (podobnie, jak w przypadku Dajaków, o czym już pisałem) jak również islamizacji i jawanizacji.  Takie konflikty występują w całym obszarze Indonezji, ale ten w Papui jest szczególny tym, jak ostro traktują go władze centralne. Do Papui trudno wjechać, a wojsko i pol...

Ostatni Start - opowiadanie

 Czy w lataniu - w gąszczu procedur, dokumentów, limitów i reżimów, skrótów i akronimów - jest miejsce na magię? Przeczytajcie, a przekonacie się. Zbieżność osób i nazwisk jest przypadkowa *** - Ciemne – warknąłem niezbyt miło do barmana za kontuarem. Chwilę później siedziałem już na wysokim stołku, przedemną zaś stała wysoka szklanica czarnego jak smoła trunku. Rozłożyłem laptopa. Trupioblada poświata zalała moją twarz i najbliższe otoczenie, rozpłynęła na zaparowanych od dusznej wilgoci piwniczki przy rynku okularach. Pulpit służbowej maszyny zawalony był ikonkami starych dokumentów i szpargałów, spod których wyzierała firmowa tapeta – lotnicza szachownica pocięta na puzzle i napis „Lotnicza Komisja Wypadkowa” na białym tle. Każda z ikonek kryła historie. Od błachych – naruszenie na kilometr granicy strefy kontrolowanej, przepalona żarówka, źle złożony spadochron ujawniony przez kontrolę, po te najgorsze – dziesiątki stronic opowiadających historie śmierci, r...

Całuny i martwe dzieci - czego boją się w Indonezji

Jest 31 października. Dla większości Polaków wigilia święta Zmarłych, dla niektórych Halloween, dla innych jeszcze Samhain, a dla pewnej grupy publicystów i działaczy okazja do awantur o dynie i cukierki. A dla mnie, jak i dla Gniazda Szeptunów , dla którego powstaje ów tekst - do popatrzenia na duchy i straszydła w różnych kulturach. Dla mnie - głównie w Azji.  Mieszkańcy Nusantary czyli obszaru Malezji i Indonezji (po starojawajsku nusa - wyspa) nie potrzebują dnia czy nawet miesiąca (a taki swój :"Miesiąc Duchów" mają Chińczycy) przeznaczonego wyłącznie na banie się. Tam bowiem, gdzie kiedy temperatura spada poniżej 20 zamyka się szkoły a ludzie poruszają się wyłącznie motorynkami duchy są wszędzie. Można je spotkać w domu, w drodze do pracy (jest to najzupełniej normalny powód do spóźnienia się na cholernie ważne spotkanie w biurowcu w centrum Dżakarty dla człowieka obracającego milionami dolarów dziennie) a już na pewno tam, gdzie i bule czyli biali mogą spotkać swo...

Po tęczowym moście - Seediq Bale: Wojownicy Tęczy

Tekst powstał na potrzeby portalu Gniazdo Szeptunów zajmującego się tematyką popkulturową i filmową w ramach Tygodnia Niebanalnych Filmów Przygodowych. Umieszczono za zgodą Redakcji Widownia zawsze kochała opowieści o bohaterstwie, o małych grupach straceńców walczących w słusznej sprawie ( Braveheart ) czy o ludach walczących z kolonialną eksploatacją i wynaradawianiem ( Avatar) . Podane przeze mnie przykłady widział prawie każdy, ale o dzisiejszej historii słyszał mało kto. A jest to historia piękna, ale wyciskająca łzy. Bo najlepsze, że zdarzyła się naprawdę. Jest rok 1930. Wyspa Tajwan u wybrzeży Chin znajduje się pod japońską okupacją, od kiedy państwo Wschodzącego Słońca wymusiło ją na Chinach w nierównoprawnym traktacie 1895 roku. Jest październik. Nad szmaragdowo zielonymi dolinami tajwańskiego interioru zbierają się wilgotne, zwrotnikowe mgły. W takiej scenerii zaczyna się Seediq Bale: Warriors of the Rainbow z 2011 w reżyserii Wei Te-Shenga, w Polsce noszący ...

Sampit - indonezyjski Wołyń

Tekst powstał na potrzeby i ukaże się również w najnowszym numerze "eXXpresu" - gazety szkolnej XX Liceum Ogólnokształcącego w Krakowie. Wrzucam za zgodą Redakcji. Spalone chaty, parady z zatkniętymi na kijach odciętymi głowami, setki zmasakrowanych ciał, sąsiad rzucający się do gardła sąsiadowi, władza patrząca przez palce. Kresy Wschodnie w 1943? Nie. To Indonezja – zaledwie siedemnaście lat temu. Spalone domy A konkretnie wyspa Borneo, choć największa w Azji, pozostawała zawsze poza kręgiem zainteresowań tak mieszkańców okolicznych archipelagów, jak i Europejczyków. Ale wilgotne powietrze bagien i tropikalnego lasu skrywa mroczne tajemnice. Wydarzenia, o których tu mowa, wzięły nazwę od miasteczka Sampit w prowincji Kalimantan Środkowy, ale rozlew krwi miał miejsce wszędzie tam, gdzie mieszkały razem dwie narodowości – Dajakowie i Madurczycy. Ci pierwsi są rdzennymi mieszkańcami Borneo. Naród wojowników, zadzieranie z którymi to bardzo zły pomy...